Homilia o. Zdzisława Wojciechowskiego na V niedzielę zwykłą

1. W ubiegłą niedzielę Pan Jezus, nieopodal Jeziora Galilejskiego, wygłosił 8 błogosławieństw, w których sportretował samego siebie. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus kreśli portret swoich uczniów, czyli nas. Czym w świetle Bożego Słowa ma charakteryzować się uczeń i sługa Mesjasza, który po chrzcie świętym jest nowym stworzeniem Boga?

W I czytaniu Bóg, przez proroka Izajasza, odpowiada swemu Ludowi, który po powrocie z niewoli babilońskiej skarży się, że jego codzienność odległa jest od zapowiedzi, które słyszeli na wygnaniu. Z jednej strony świątynia została odbudowana. Odbywa się w niej kult. Tora jest formalnie przestrzegana. Z drugiej strony między ludźmi istnieje napięcie, choćby z powodu małżeństw mieszanych, żydowsko-pogańskich. Jednym wiedzie się lepiej, innym gorzej. Wielu zamyka oczy na osoby biedne i pokrzywdzone przez los. Bóg przez proroka odpowiada tak – nie wystarczy sprawować poprawnie kultu, nie wystarczy zewnętrznie przestrzegać przykazań, jeśli równocześnie nie szanuje się godności drugiego człowieka, jeśli nie daje mu się tego, czego on potrzebuje, jeśli zamyka się oczy na los biednych, wdów, sierot i kalek. Bóg jest przez człowieka wierzącego uwielbiany nie tylko przez akty kultu, ale przede wszystkim przez miłość i troskę o konkretne grupy ludzi. Boże obietnice spełniają się, gdy Twe serce zauważa i odpowiada na konkretne potrzeby ludzi, których masz obok siebie. Jeśli jesteś nieczuły na potrzeby twoich bliźnich, twa religijność jest tylko fasadą, za którą nie ma prawdziwego Boga, ani właściwego uwielbienia Go.

2. W Ewangelii Pan Jezus kreśli misję swych uczniów w świecie, używając dwóch obrazów. Obrazu soli i światła. Zarówno sól, jak i światło służą innym. Nie mają misji same dla siebie. Sól ma właściwości oczyszczające, jest przyprawą, nadaje innym produktom smak oraz utrzymuje produkt w trwałości. Podobnie jest ze światłem. Bez światła nie byłoby życia i przemiany biochemicznej w przyrodzie. Ono jest dla człowieka, służy mu. Taką samą rolę mają do spełnienia w świecie Jego uczniowie. Ich misją jest być dla innych, służyć innym konkretnymi czynami miłości. Dzisiejsze I czytanie wymienia je konkretnie. Pan Jezus w Ewangelii także jest zdania, że misja bycia w świecie solą i światłem ma się wyrażać konkretnymi dobrymi uczynkami. One zaś są uwarunkowane konkretnymi sytuacjami, w jakich znajdują się nasi bliźni. Jedni potrzebują wsparcia finansowego. Drudzy potrzebują uszanowania ich wartości i godności. Jeszcze inni naszej obecności, naszego czasu, zrozumienia, miłości.

Jeśli wspólnota, powołująca się na Jezusa Mesjasza, skupia się na sobie, jeśli nie służy innym, przestaje być potrzebna ziemi i światu. Taka wspólnota przestaje być także potrzebna Jezusowi Zbawcy. Jezusowi nie chodzi o wspólnotę, która jest wielka liczbowo albo  obejmuje cały świat, nie chodzi też o to, by wszyscy ludzie na ziemi byli Jego uczniami. Obraz soli mówi nam, że soli w porównaniu z jedzeniem na stole jest bardzo mało, a mimo to ona nadaje mu smaku i wartości. Tak samo nawet małe światło może oświetlić duże, ciemne pomieszczenie. Dlatego nasza misja w świecie jako uczniów Jezusa Mesjasza jest niesłychanie ważna. Mamy być kim wykraczającym ponadto to, co ziemskie i światowe. By to spełnić, potrzebujemy, tak samo jak św. Paweł w II czytaniu, z Jezusa czerpać „ducha i moc”. Tylko On może do takiej misji uzdolnić. I czyni On nas nieustannie poprzez sakramenty solą i światłem dla świata.

3. Przesłanie dla nas. W sakramentach Bóg uczynił nas swoim Ludem, swoją społecznością. W NT częściej nazywani jesteśmy Ciałem zmartwychwstałego Pana, Mesjasza. Dziś Ewangelia nazywa nas solą i światłem w świecie. Z naszego przemienionego serca mają wyrastać dobre czyny, dzieła miłości. Tym ma być mesjańska wspólnota, Kościół zgromadzony wokół Jezusa. Jeśli tacy będziemy w naszej codzienności, będziemy potrzebni Bogu i światu. Jeśli skupimy się na sobie, jeśli obsługiwać będziemy tylko siebie, jeśli nie będziemy, poprzez dzieła miłości, solą i światłem, przestaniemy być potrzebni. Zostaniemy podeptani i wyrzuceni. Stracimy rację bytu. Jest to zatrważająca perspektywa, a mimo to realna. Módlmy się wzajemnie za siebie, abyśmy dzięki Jezusowi Mesjaszowi, mogli być solą i światłem dla świata. Amen!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *